W piątek wieczorem Darek stwierdził, ze powinniśmy pójść wcześniej spać bo jutro czeka nas długi dzień. Dochodziła 22:00. Ledwo to zdanie wybrzmiało zadzwonił telefon. Igor z bratem będą za godzinę. Zamiast spać poszliśmy rozstawić im namiot- kto wcześnie przyjeżdża ten śpi w willi (rodzinny czteroosobowy namiot z przedsionkiem w którym spokojnie zaparkować mógłby Igorowy zaprzęg).
Rozpaliliśmy ogień i czekaliśmy.
Po godzinie usłyszeliśmy znajomy warkot i dwa motory przemknęły koło bramy... zanim się dodzwoniliśmy i zanim Igor wysłuchał do końca gdzie ma jechać słyszeliśmy jak zawraca, jak jedzie w złą stronę i w końcu dotarli.
Kiełbacha z rusztu popijana zsiadłym mlekiem na noc- to jest to!!
Było wesoło i niepostrzeżenie zrobiła się pierwsza- pora spać
W związku z tym ze o pojawieniu się Igora i Andrzeja dałam znać na forum już w trakcie śniadania, koło 10:00, pojawił się romm świeżo upieczony właściciel "zbokowozu" z długa listą pytań i drobnych poprawek.
Panowie zajęli się sprawami technicznymi a ja z Teściową zaszyłyśmy się w kuchni. Kiedy Igor poprawiał zbieżność kosza za pomocą mojego lewarka w kuchni szatkowanie kapuchy, pieczenie ciasta, i inne pyszności.
Najlepszym - bo równym- miejscem na sprawdzanie rommowego zaprzęgu był beton przed wejściem do domu
Andrzej polował z aparatem na nasze koty
Poranne przy kawie Polaków rozmowy
Odbłyśnik made in CHINA- prawda że cudownie wypalony prze żarówkę ?
Robiło się coraz cieplej- psy korzystały z cienia
za pięć minut południe dojechał Bruus.
Romm światełko ci się ułamało ... no nie samo- bramę otwierałem koszem :-)
Igor po jeździe testowej
Panowie szykują się do jazdy do pobliskiego sklepu
Po kolejnym przejechaniu naszej bramy chyba przez Bruusa namalowaliśmy na drodze dość czytelny drogowskaz :-)
Starszy pomaga mi wypuścić panów na jazdkę do sklepu- ja niestety do garów
Panowie wrócili - Darek przeciągnął ich po naszych okolicznych piachach. Póki były suche było fajnie... ale ...
Dotarli do nas i reprezentanci Banitów :Sylwek i Krzysiek.
Od jakiegoś czasu jest i Dzony i 3pstrzy
A pomiędzy zamieszaniem na dworze a w kuchni nasze szkraby ze stoickim spokojem bawią się jak zwykle.
Psy chłodzą się ... i korzystają z wielu rąk do głaskania choć zdecydowanie preferują Igora i Andrzeja.
A kociołek się rozgrzewa... zupa gulaszowa w produkcji
A w oczekiwaniu na zupę można się posilić sałatką z kapusty i ziemniaków, lub sałatką szwabską z mortadeli, humusem z ciecierzycy, pajdą razowca ze smalcem .. i popić piwkiem lub nalewką mojej roboty.
Dociera Majster
Zainteresowanie budzą jego dość nietypowe sakwy z lotniczych skrzynek.
Pozdrowienia od Dziadka Jarka -niestety tylko telefonicznie
No i ledwo zjedliśmy zupkę zerwał się wiatr i od zachodu nadciągnęła burza.
Wyglądało że plandeki wraz zawartością za chwilę odlecą. U nas strat nie było ale w okolicy połamało sporo drzew, zerwało kilka dachów.
Ostatnie kęsy przełykane pospiesznie a oczy wpatrzone z niepokojem w niebo.
I burza w końcu przegnała nas do garażu.
Darek sięgnął do "piwniczki" po piwo na przeczekanie.
Impreza trwała nadal w trochę mrocznych warunkach burza odebrała nam prąd na prawie 24 h.
Lało bardzo mocno.
Dzony pod koniec ulewy zreflektował się że na kierownicy wisi jego kask i zbiera wodę jak wiaderko. Krzysiek zapomniał zgarnąć termo-ciuchy suszące się na namiocie.
Chłopcy wyciągnęli butelczynkę rozlali kolejkę i Sylwkowi się lekko zahaczyło i .. katastrofa Butelczynka poszła "na raz". Zrzutka i jak tylko przestało padać uzupełniono procenty w sklepie.
W końcu trzeba było wznosić toasty za zdrowie solenizantów (imieniny Darka i Krzysztofa).
W końcu trzeba było wznosić toasty za zdrowie solenizantów (imieniny Darka i Krzysztofa).
W trakcie ulewy odezwał się Mnich że dojeżdża.. siąpiło już właściwie tylko i wyszłam na drogę żeby nie błądził chociaż Igor postawił swój motor przy bramie jako jednoznaczny drogowskaz.
Mnich pojechał trochę nie tą drogą. Kierowałam go przez la. Poddał się ok 1,5 km od nas. Widocznie jak ładnie stwierdził Igor piach po którym jeździli zamienił się po deszczu w "glutonię" nie do przebycia... Finalenie zmokłam prawie 40 minut stercząc pod bramą a Mnich się poddał.
Mnich był tak blisko ale jak się nie zna drogi to wizja wjechania w błocko bez końca może lekko przerażać.
Ledwo przestało padać przenieśliśmy się do stołu koło ogniska
Na drzwiach garażu rozpięta była prowizorycznie plandeka.
I jakoś tak niepostrzeżenie nadszedł wieczór...
W związku z tym że co chwila popadywało plandeka posłużyła jako namiot. A na stół wjechała marchewka i fasolka.
Na otrzeźwienie kawa i placek z morelami. No i przede wszystkim śmiechy , pogaduchy i żarty (duet Sylwek i Krzysiek nie do pobicia)
Nastrojowy wieczór przy hitach i nie tylko z kolekcji Sylwka .
Ostatni dojechał Erebus , wieczorem odjechali Romm i Majster.Jeszcze przed podplandekowymi dyskusjami o "Dziewczynie o perłowych włosach"
Czasami jako gospodarze musieliśmy wyjść na deszcz, który nie chciał odpuścić.
A nam coraz bardziej wesoło za sprawą trunków i żartów Sylwka i Krzysztofa
Koło północy po angielsku do namiotu oddalił się Bruus. A potem po pierwszej powolutku sugerowaliśmy że chyba czas powoli kończyć... a od rana....
trzeba było zagospodarować mięcho z lodówki którego z racji deszczu nie wrzuciliśmy na ruszt wieczorem a lodówka bez prądu od kilku godzin nie dawna rady schłodzić. Ale najpierw kawka... kompocik albo woda z cytryną...
Kilka namiotów - spokojnie jeszcze kalikanciście by się zmieściło.
A w kuchni znów mam co robić...
Przed śniadaniem jeszcze jakieś przeglądy. sprawdzania...
Ledowe czy nie ledowe ?
Skrzydełka lądują w kociołku
I niestety nadszedł czas na pakowanie i odjazd... pierwsi Banici
Bruus składa swoje lokum
Sylwek i Krzysiek bez pośpiechu "zbierają się " do wyjazdu
I jak zwykle ciągle rozmowy, porównania, przymiarki...
Do wyjazdu zbiera się też Erebus
A Młodszy che się przytulać...
Dzony chwali się maszyna własnej "produkcji"
Darek z Młodszym idą otworzyć bramę... z żalem żegnamy miłych gości.
Pojechali...
Chłopcy czekają na przejażdżkę obiecaną przez Igora
Było fantastycznie.. aż spadły Starszemu buty :-)
Dzony zaopatrzony był w alkotester- wynik sugerował że i On i Bruus powinni jeszcze posiedzieć, wypić kawkę- zresztą i kask Dzonego w związku z tm miał więcej czasu na wyschnięcie.
Igor z Andrzejem też zbierają się do wyjazdu.. Igor prezentuje modę prosto z włoskiego wybrzeża :-)
Bruus przymierza się do Darkowej erki... tylko czekać kiedy zajedzie z fasonem swoją...
Igor z Andrzejem odjeżdżają...
Żegnamy ostatnich : Bruus i Dzony
Zostały tylko osamotnione nasze motorki
Opustoszały stół
Mam nadzieję że we wrześniu spotkamy się w podobnym gronie...
DO ZOBACZENIA
DO ZOBACZENIA

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz