niedziela, 9 sierpnia 2015

Ognisko II-25 lipca 2015

 W piątek wieczorem Darek stwierdził, ze powinniśmy pójść wcześniej spać bo jutro czeka nas długi dzień. Dochodziła 22:00. Ledwo to zdanie wybrzmiało zadzwonił telefon. Igor z bratem będą za godzinę. Zamiast spać poszliśmy rozstawić im namiot- kto wcześnie przyjeżdża ten śpi w willi (rodzinny czteroosobowy namiot z przedsionkiem w którym spokojnie zaparkować mógłby Igorowy zaprzęg).

Rozpaliliśmy ogień i czekaliśmy.

Po godzinie  usłyszeliśmy znajomy warkot i dwa motory przemknęły koło bramy...  zanim się dodzwoniliśmy i zanim Igor wysłuchał do końca gdzie ma jechać  słyszeliśmy jak zawraca, jak jedzie w złą stronę i w końcu dotarli. 

Kiełbacha z rusztu popijana zsiadłym mlekiem na noc- to jest to!!










 Było wesoło i niepostrzeżenie zrobiła się pierwsza- pora spać

W związku z tym ze o pojawieniu się Igora i Andrzeja dałam znać na forum  już w trakcie śniadania, koło 10:00, pojawił się romm świeżo upieczony właściciel "zbokowozu" z długa listą pytań  i drobnych  poprawek. 

Panowie zajęli się sprawami technicznymi a ja z Teściową zaszyłyśmy się w kuchni. Kiedy Igor poprawiał zbieżność kosza za pomocą mojego lewarka w kuchni szatkowanie kapuchy, pieczenie ciasta, i inne pyszności.



Najlepszym - bo równym- miejscem  na sprawdzanie rommowego zaprzęgu był beton przed wejściem do domu


Andrzej polował  z aparatem na nasze koty



Poranne  przy kawie Polaków rozmowy




Odbłyśnik made in CHINA- prawda że cudownie wypalony prze żarówkę ?







Robiło się coraz cieplej- psy korzystały z cienia


za pięć minut południe dojechał Bruus.





Romm światełko ci się ułamało ... no nie samo- bramę otwierałem koszem :-)




Igor po jeździe testowej


Panowie szykują się do jazdy do pobliskiego sklepu





Po  kolejnym przejechaniu naszej bramy  chyba przez  Bruusa namalowaliśmy na drodze  dość czytelny  drogowskaz :-)




Starszy pomaga mi wypuścić panów na jazdkę do sklepu- ja niestety do garów 








 Panowie wrócili - Darek przeciągnął ich po naszych okolicznych piachach. Póki były suche było fajnie... ale ...



Dotarli do nas i reprezentanci Banitów :Sylwek i Krzysiek.



 Od jakiegoś czasu jest i Dzony i 3pstrzy



A pomiędzy zamieszaniem  na dworze a w kuchni nasze szkraby ze stoickim spokojem bawią się jak zwykle.






Psy chłodzą się ... i korzystają z wielu rąk do głaskania choć zdecydowanie  preferują Igora i Andrzeja.


A kociołek się rozgrzewa...  zupa gulaszowa w produkcji

A w oczekiwaniu na zupę można się posilić sałatką z kapusty i ziemniaków,  lub sałatką szwabską z mortadeli, humusem z ciecierzycy, pajdą razowca ze smalcem .. i popić piwkiem lub  nalewką mojej roboty.





Dociera Majster



Zainteresowanie budzą jego dość nietypowe sakwy z lotniczych skrzynek. 










 Pozdrowienia od Dziadka Jarka -niestety tylko telefonicznie



No i ledwo zjedliśmy zupkę zerwał się wiatr i od zachodu nadciągnęła burza.

Wyglądało że plandeki wraz zawartością za chwilę odlecą. U nas strat nie było ale w okolicy połamało sporo drzew, zerwało kilka dachów. 


Ostatnie kęsy przełykane pospiesznie a oczy wpatrzone z niepokojem w niebo. 




I burza w końcu  przegnała nas do garażu. 


Darek sięgnął do "piwniczki" po piwo na przeczekanie. 




Impreza trwała nadal  w trochę mrocznych  warunkach burza odebrała nam prąd na prawie 24 h.


Lało bardzo mocno.



Dzony pod koniec ulewy zreflektował się że na  kierownicy wisi jego kask i zbiera wodę jak wiaderko. Krzysiek zapomniał zgarnąć  termo-ciuchy  suszące się na namiocie. 





Chłopcy wyciągnęli butelczynkę rozlali  kolejkę i Sylwkowi  się lekko zahaczyło i .. katastrofa Butelczynka poszła "na raz".  Zrzutka i jak tylko przestało padać uzupełniono procenty w sklepie.

W końcu trzeba było wznosić toasty  za zdrowie solenizantów (imieniny Darka i Krzysztofa).






W trakcie ulewy odezwał się Mnich że dojeżdża.. siąpiło już właściwie tylko  i wyszłam na drogę żeby nie błądził chociaż Igor postawił swój motor przy bramie jako jednoznaczny  drogowskaz.
Mnich pojechał trochę nie tą drogą. Kierowałam go przez la. Poddał się ok  1,5 km od nas. Widocznie  jak ładnie  stwierdził Igor piach po którym jeździli zamienił się po deszczu w "glutonię" nie do przebycia... Finalenie zmokłam prawie  40 minut stercząc pod bramą a Mnich się poddał.


 Mnich był tak blisko  ale jak się nie zna drogi to wizja wjechania w błocko bez końca może lekko  przerażać.


Ledwo przestało padać przenieśliśmy się do stołu koło ogniska 



 Na drzwiach garażu rozpięta była  prowizorycznie plandeka.



I jakoś tak niepostrzeżenie nadszedł wieczór...

W związku z tym że  co chwila popadywało  plandeka posłużyła jako namiot. A na stół wjechała marchewka i fasolka.



Na otrzeźwienie kawa i placek z morelami. No i przede wszystkim  śmiechy , pogaduchy i żarty (duet Sylwek i Krzysiek nie do pobicia)








  Nastrojowy wieczór przy hitach  i nie tylko  z kolekcji Sylwka .





Ostatni dojechał Erebus , wieczorem odjechali Romm i Majster.Jeszcze przed podplandekowymi  dyskusjami o "Dziewczynie o perłowych włosach"




Czasami jako gospodarze musieliśmy wyjść na deszcz, który nie chciał odpuścić. 



 A nam coraz bardziej wesoło za sprawą trunków i  żartów Sylwka i Krzysztofa



















Koło północy po angielsku do namiotu oddalił się Bruus. A potem po pierwszej powolutku sugerowaliśmy że chyba czas powoli kończyć... a od rana.... 
trzeba było zagospodarować mięcho z lodówki którego z racji deszczu nie  wrzuciliśmy na ruszt wieczorem a lodówka bez prądu od kilku godzin nie dawna rady schłodzić. Ale najpierw kawka... kompocik albo woda z cytryną...




Kilka namiotów - spokojnie jeszcze kalikanciście  by się zmieściło.






 A w kuchni znów mam co robić...





Przed śniadaniem jeszcze jakieś przeglądy. sprawdzania... 




Ledowe czy nie ledowe ?






Skrzydełka lądują w kociołku











I niestety  nadszedł czas na pakowanie i odjazd... pierwsi Banici

Bruus składa  swoje lokum 



Sylwek i Krzysiek bez pośpiechu  "zbierają się " do wyjazdu






I jak zwykle ciągle rozmowy, porównania, przymiarki...



Do wyjazdu zbiera się też Erebus




A Młodszy che się przytulać...



Dzony chwali się  maszyna własnej  "produkcji"






Darek z Młodszym idą otworzyć bramę... z żalem żegnamy miłych gości.



Pojechali...



Chłopcy czekają na przejażdżkę obiecaną przez Igora










Było fantastycznie.. aż spadły Starszemu buty :-)






Dzony zaopatrzony był w alkotester- wynik sugerował że i On i Bruus powinni jeszcze posiedzieć, wypić kawkę- zresztą i kask Dzonego w związku z tm miał więcej czasu na wyschnięcie.




Igor z Andrzejem też zbierają się do wyjazdu.. Igor prezentuje  modę prosto z włoskiego wybrzeża :-)




Bruus przymierza się do Darkowej erki... tylko czekać kiedy  zajedzie z fasonem swoją...


Igor z Andrzejem odjeżdżają...



Żegnamy ostatnich : Bruus i Dzony



Zostały tylko osamotnione nasze motorki



Opustoszały stół
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                            
Mam nadzieję że we wrześniu spotkamy się w podobnym gronie...

DO ZOBACZENIA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz