Zapakowałam baga Darkowi- wrzuciłam mu na motor- Darek rano pognał zwarty i gotowy do pracy. W południe miałam do niego dojechać i mieliśmy ruszyć na Lidzbark.
Pakowanie zajęło mi chwilę dłużej bo ganiałam jak kot z pęcherzem domyślając się czego Darek nie wziął... Z piętnastominutowym poślizgiem zameldowałam się u Darka w pracy.. ups nie odebrałam przed ruszeniem telefonu i nie wzięłam etui do nawigacji... cóż na szczęście wzięłam mini mapę samochodową (kieszonkową). Później się ukaże, że zabrałam kilka innych przydatnych rzeczy.
Ruszyliśmy na Lidzbark. Przez Warszawę przedarliśmy się S-ką bo jak zwykle Dolinka Służewiecka stała dęba i potem na siódemkę i prosto... do Mławy. W Mławie na rozstajach dołączył do nas 3pstrzy... już w trójkę ruszyliśmy na Działdowo (uroczy odcinek w przebudowie- jedyne cztery wahadła) a tam odbicie na Lidzbark i ... na ul. Lipowej szybka prośba o pomoc miłych Panów Policjantów o wskazanie gdzie jest ośrodek LECH i jesteśmy.. hurra... wśród sosen na górce widać motorki i znajome postaci.
Nasz apartament nr 33
R63 przyjechał ze swoją Hanią... bardzo było mi miło, zwłaszcza że Hania jest "nasza". Ani przez chwilę nie miałam wrażenia że się nie znamy.
W związku z tym że Marcin dość długo czekał na dojazd uczestników i tak się wspomagał trunkami "na wzmocnienie" Kuba przejął funkcję organizatora dbając oto żeby kazdy się zameldował, wiedział co i jak . Kiedy posiłki.
Wyjątkowo urokliwe położenie domków wśród drzew...
R63 dopasował motocykl pod Hanię- dosłownie- dobierając rozstaw kufrów tak aby małżonka się dobrze wpasowała.
U Marcina pod chatką był główny punkt zbiórki .
Wojtek się organizował.
wieczorem Jacuś "powstał" w dobrym humorze
Dojechał do nas tez Przemek (przwoj)
Krzyś odpalił swój sprzęt grający "z biedronki".
Wieczorem przenieśliśmy się do ognia w altanie... muzyczka, kiełbaski i pogaduchy zakrapiane piwkiem , ajerkoniaczkiem "z biedronki" przeświecana lampką "z biedronki"
Grzecznie w okolicach północy rozeszliśmy się do domków.
Rano jak to na takim spotkaniu poranne oglądanie maszyn. Przeglądy, opinie i komentarze.
Jdarecki wymienia ledy w kierunkowskazach, ( nie sprawdziły się) na normalne żarówki.
Montuje ledowe "oczka" w Marcinowych lampach.
Nowy członek spotkań - Wojtek - przysłuchuje się z uwagą poradom i podpowiedziom.
Dotarł drugiego dnia Tomek (tomwoo). Do swojego Ogara drukuje osprzęty na drukarce 3D- to np podkładka pod stopkę. A jakże pod kolor.
Rysiek chwali się swoim gadżecikiem.
Kuba przegląda relację z Serpelic. Ojciec jakoś zapomniał mu powiedzieć że jest :)
Rysiek zdecydowanie jest "BANITĄ" pełną gębą co widać wyraźnie (koszulki, logo na pokrowcu, logo na motocyklu).
Operacja "ZAWORY" u Marcina... siostro... gazik, siostro kluczyk, siostro szczelinomierz.
Główny chirurg- Bruus , asysta Darek, instrumentariusz- Marcin.
Nie tylko ja dokumentuje . Romm też pstryka.
Nadchodzi Przemek . Zbiera się w dalszą drogę aby jak najpełniej wykorzystać urlop.
Romet Rometem ale do Junaka tez można się przysiąść.
Krzysiek wykorzystuje każdą chwilę żeby zadbać o wygląd maszyny...
No i zrobione ...
I Przwoj pojechał...
Jak Junak z Junakiem
Tak, wiedziałam po co wpycham pompkę do sakwy , wepchnęłam też srebrną taśmę... ale namachać się musi już Marcin. Kara za utrącenie Darkowi lusterka jakaś być musi :)
Około 11 rozjechaliśmy się na objazdówki. Zrobiły się dwie podgrupy. Banici polecieli zwiedzać Nidzicę a Rometowcy polecieli na Grunwald. Prowadziliśmy bo Darek chciał przejechać po drodze przez niewielką wieś w której spędził kilka pierwszych lat życia.
W związku z tym że nie wzięłam etui do nawigacji z torebki strunowej i
taśmy "na gada" zrobiłam prowizoryczne mocowanie nawigacji. Dało radę.
![]() |
| fot. Bruus |
Niestety na jednym z ostrych zakrętów był luźny gres . Darka jadącego jako ostatni na tym gresie majtnęło mimo małej prędkości... i odruchowe podparcie się nogą zakończyło się urazem. Jeszcze na adrenalinie jednak dał radę jechać... Dotarliśmy do Grunwaldu. Tu zakupiłam bandaż elastyczny a Darek łyknął prochy przeciwbólowe. I mimo bólu wlazł na sama górę.
Głazy ze zburzonego w 1939 r pomnika grunwaldzkiego w Krakowie.
Rometowcy planują rozbicie obozu gdzieś pomiędzy wojskami rusko-litewskimi a polskimi.
Spokojnie ... Jagiełło czuwa.
Na muzeum sobie popatrzyliśmy z zewnątrz. Jakoś cena nas nie przekonała. A zapuszczanie żurawia przez otwarte drzwi nie zachęcało...
Z Grunwaldu pognaliśmy do Działdowa. Tempo narzucał Bruus , który po drodze kilka razy się zatrzymał aby uwiecznić nasz przejazd dla potomności .
Po drodze Darek zatrzymał się stwierdzając że może byśmy coś zwiedzili, jakiś kościół obejrzeli.
Wybrał o tyle ciekawie że zatrzymał się pod Kościołem w Burkacie w którym ślub brali w 1950 roku jego dziadkowie.
Przerwę obiadową zarządziliśmy w Działdowie przy rynku.
Przyzwoita pizza z pieca opalanego drewnem. Smaczne pierogi.
Przy ratuszu stoją Krzyżacy.
![]() | ||||||||
| fot. Bruus |
Banici zwiedzali zamek w Nidzicy. Uwinęli się szybko i korzystali z plaży, słońca i jeziora.
| fot. R63 |
| fot. R63 |
| fot. R63 |
| fot. R63 |
| fot. Hanka |
Po obiedzie i My (ja i kuśtykający Darek), Bruus, Wojtek oraz Kuba też poszliśmy nad jezioro. Trafiliśmy na inne miejsce. Był tam tylko pomost... mi nie przeszkodziło to w wejściu do wody i popływaniu. Kuba się zamoczył i chwile popluskał a Bruus poprzestał na opłukaniu. Ech faceci, liczyłam na jakieś towarzystwo do pływania. Wymiękli że niby zimno... cóż los foki śródlądowej jest samotny.
![]() |
| fot. Bruus |
![]() |
| fot. Bruus |
![]() |
| aparat Bruus fot. ja |
Po kąpieli nadszedł czas na kolejne posiedzenie przy ogniu... Znów było miło. Znów było wesoło. Znów Krzysiek grał. Ale nie tylko.
Wieczorem dotarli Mnich z Agą.
Darkowi kolanko dokuczało. Poruszał się "o kosturze".
Kolejny poranek łudząco podobny do poprzedniego.
Włoski umyte , gładko zaczesane, kawusia, tramalik- cóż więcej trzeba do szczęścia :)
Gatki "na zlot"
Dzięcioły od rana wygrywały koncerty perkusyjne.
Test bezpieczeństwa w drodze na śniadanie.
Po śniadaniu nadszedł czas na pakowanie i powoli zaczęliśmy się rozjeżdżać. Hania i Rysiek już zwarci i gotowi.
Krzysztof i Robcw odjechali.
Bruus
I My... zostali tylko Mnich i Aga.
| fot. Mnich |
| fot. Mnich |
Do Działdowa i potem przez wahadła do Mławy towarzyszył nam Bruus w Mławie pognał na Ciechanów.
W Wiśniewie dogoniliśmy Romma i razem dojechaliśmy do Nowego Dworu gdzie Romm odbił unikając potencjalnych miejskich korków.
Dotarliśmy do domu ok 15:30. Po obiedzie niestety jazda do ortopedy i uroczy wieczór w szpitalu.
A na pamiątkę mamy kule kolor niebieski metalic oraz pod kolor błękitna orteza i nadszarpnięta łękotka. Ale co tam... Do zobaczenia niebawem
zlot Banitów (11-13 września) a potem ognisko u nas w Adamowie(18-20 września).







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz