niedziela, 11 października 2015

Ognisko III -19-20 września 2015


I Jakoś tak niepostrzeżenie minął tydzień od  zlotu BAM w Bieszczadach.  I nadszedł czas na ognisko u nas. Przygotowaliśmy się na nagłe zmiany warunków pogodowych i zakupiliśmy  odpowiedni lokal mobilny. Zwarci i gotowi czekaliśmy na przyjazd gości... 
 W sobotę  o 12 zameldował się Romm jako pierwszy. 
 Mrzysty pojawił się  chwile później z synkiem. Młody zniknął porwany w wir zabawy  przez  naszych  urwipołciów.
O 13 tej jak na zawołanie zjawili się prawie wszyscy. 
Zrobiło się zamieszanie i gwar. Bardzo miły gwar i zamieszanie.







Dzonemu udało się  nakłonić Roberta . 


z Igorem  przyjechał Formalina




Dojechał  Zmstr  - sam bo kolega się pogody wystraszył. Ale po  otrzymaniu fotki z pięknym błękitnym niebem ruszył - okazało się że  zła pogoda była tylko lokalnie u nich.




Oficjalna inauguracja namiotu... oraz powód do toastów najważniejszy - Dzony został DZIADKIEM kilka godzin wcześniej. No, nie można było odmówić jego naleweczki nektarynkowej. 


Dojechał Krzysiek - tym razem na "turkusowo"

Oczywiście zadbaliśmy żeby goście nie byli głodni.
Sałatka z pieczonych buraków z kaszą burgur, sałatka ziemniaczono - śledziowa z suszonymi śliwkami, śledzie w occie. Sałatka z  arbuza z feta i miętą. Sałata z pomidorkami koktajlowymi.















Po pierwszym  posileniu zaczął się obowiązkowy serwis

Dojechał Dodan - fatamorgana zmaterializowała się :-) Pognałam więc do kuchni zgodnie z obietnica zadbać o  bezglutenowe smakołyki dla Niego.





Darkowe R po regulacjach gaźnika 





Narzędzia poszły w ruch



Igor w żywiole tłumaczenia. Radikult wyraźnie analizuje.



Prawda że ładnie się prezentują




Krzysiek  szybko zmienia image - nie przerywając rozmowy (wybacz Krzysiek ale nie mogłam się oprzeć - taki reporterski zmysł)


Już pod kolor swojej maszyny a do grona dojechał DarekRajder.




Bezglutenowe menu dla Dodana- sałatki bez glutenowych i mlecznych dodatków, Ciasto migdałowo - kukurydziane. 




Dokładki zupy gulaszowej mile widziane.




Mrzysty odjechał z synkiem do Puław na rajd samochodowy. Ale i bez jego auta  park maszynowy wygląda  bardzo bardzo... 

Nasze grono  opuścił jeszcze za dnia Bruus - obowiązki wzywały. 






Niepostrzeżenie towarzystwo  przeniosło się do motorków... w związku z tym że  dotarło do nas kilka nowych osób na forum  zaczęły się zwyczajowe rozmowy o aspektach technicznych obsługi Rometa, o urokach jazdy, porady, pytania... Bruus jeszcze na początku spotkania  ustawił gaźnik Dareckiego, regulowali  też i inne maszyny. Romety w końcu tego potrzebują.


Krzysiek zadbał żebym i ja się znalazła na jakimś zdjęciu .








No oczywiście nowicjusze muszą dokładnie zapoznać się z Igorowym zaprzęgiem.





Oczywiście zdania bywają różne.




Nasz  namiot w pełnej krasie.




A ja mam tak, a ja bym zrobił tak... a może to a może tamto... 







Tym razem  się lepiej oznakowaliśmy - Frida czeka z nadzieją że może jeszcze ktoś dojedzie



Cóż,  okazuje się że Maxi najciekawszy jest  od spodu



A tempomat... a sakwy na bak... 











Obowiązkowe przymiarki do innych maszyn.


Nawet psy wciągnęły się w ten około motorowe dysputy.



Niestety kolejni  uczestnicy powoli się wykruszali - koledzy z Ostrowca Świętokrzyskiego zbierali się do drogi.



A psy jak zwykle adorowały Igora - a raczej  trzymaną przez niego miskę w nadziei, że coś dobrego  się wyżebrze.
 




Przyszła i kolej na Dodana.



Dwaj panowie z Ostrowca jechali na ADV, uderzyło jak  różnie  zmieniają biegi.  Jeden szybko ciach ciach , drugi wolniej...   dając czas na  wkręcenie się w obroty. Różnica  wyraźnie słyszalna.


Krzyśkowi Maxi się spodobało, takie wielkie...





Jakoś tak niepostrzeżenie nadeszła noc..., a namiot zamienił się w piękny  lampion. 
Pojechał też Romm, Radikult, Robert. Zostali tylko Krzysiek, Igor, Formalina i Dzony. Siedzieliśmy, sączyliśmy nalewki...








I nadszedł czas na  spanie. Dzony i Łukasz zawczasu rozbili namiot. Igor w zwyczaju mam spać gdzie - bądź a Krzyśkowi namiotu nie chciało się rozkładać.  Skrążył się na huśtawce i oświadczył, że tu będzie spał. Igor zajął leciwą polówkę.  Przytargaliśmy  materac na wypadek gdyby jednak Krzysiek uznał, że jest za długi, jak na huśtawkę...





Krzysiek wyspał się na huśtawce. Materac zajęły psy po tym jak wszystkie trzy  postanowiły że będą spać z Igorem na polówce- materiał z czasów Gierka nie miał szans wytrzymać. W międzyczasie dbały o dobry sen Krzycha i bujały go kręcąc się wte i nazad.

Rano po śniadaniu pojawili się Verdgar i Umek, wpadli  po baner i nie tylko.




Skoro to spotkanie głównie rometowe Sylwia odkurzyła K125 


 Verdgar i Umek mieli okazję zamienić słowo z dawno niewidzianym Igorem. 
Zdali relację ze swoje Bałkańskiej wyprawy - na kawę nie dali się namówić. 







Łukasz zorientował się że skończył mu się przegląd motocykla. Mimo chęci szczerych  żadna ze znanych nam i Verdgarowi stacji diagnostycznych nie była czynna w niedzielę.  Formalina z duszą na ramieniu wracał do domu. Igor  wie jak bardzo  miał tę dusze na ramieniu, bo mało nie zszedł na zawał na widok patrolu zaciągającego w drodze powrotnej Igora na bok.












Dzony się pakuje. 




 Świeżo upieczony Dziadek w pełnej krasie- jeszcze raz gratulujemy Dzony!!!




Igor robi jeszcze  przegląd przed drogą.



No i nadszedł czas na  koniec imprezy.  



Poszliśmy z Yogim do bramy  pożegnać gości. 



 Sylwia

  Verdgar


Krzysiek 



  Dzony



Dzięki do zobaczenia u nas  wiosną- no chyba że jakieś zimowe spotkanie zmontujemy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz