I Jakoś tak niepostrzeżenie minął tydzień od zlotu BAM w Bieszczadach. I nadszedł czas na ognisko u nas. Przygotowaliśmy się na nagłe zmiany warunków pogodowych i zakupiliśmy odpowiedni lokal mobilny. Zwarci i gotowi czekaliśmy na przyjazd gości...
W sobotę o 12 zameldował się Romm jako pierwszy.
Mrzysty pojawił się chwile później z synkiem. Młody zniknął porwany w wir zabawy przez naszych urwipołciów.
O 13 tej jak na zawołanie zjawili się prawie wszyscy.
Zrobiło się zamieszanie i gwar. Bardzo miły gwar i zamieszanie.
Dzonemu udało się nakłonić Roberta .
z Igorem przyjechał Formalina
Dojechał Zmstr - sam bo kolega się pogody wystraszył. Ale po otrzymaniu fotki z pięknym błękitnym niebem ruszył - okazało się że zła pogoda była tylko lokalnie u nich.
Oficjalna inauguracja namiotu... oraz powód do toastów najważniejszy - Dzony został DZIADKIEM kilka godzin wcześniej. No, nie można było odmówić jego naleweczki nektarynkowej.
Dojechał Krzysiek - tym razem na "turkusowo"
Oczywiście zadbaliśmy żeby goście nie byli głodni.
Sałatka z pieczonych buraków z kaszą burgur, sałatka ziemniaczono - śledziowa z suszonymi śliwkami, śledzie w occie. Sałatka z arbuza z feta i miętą. Sałata z pomidorkami koktajlowymi.
Po pierwszym posileniu zaczął się obowiązkowy serwis
Dojechał Dodan - fatamorgana zmaterializowała się :-) Pognałam więc do kuchni zgodnie z obietnica zadbać o bezglutenowe smakołyki dla Niego.
Darkowe R po regulacjach gaźnika
Narzędzia poszły w ruch
Igor w żywiole tłumaczenia. Radikult wyraźnie analizuje.
Prawda że ładnie się prezentują
Krzysiek szybko zmienia image - nie przerywając rozmowy (wybacz Krzysiek ale nie mogłam się oprzeć - taki reporterski zmysł)
Już pod kolor swojej maszyny a do grona dojechał DarekRajder.
Bezglutenowe menu dla Dodana- sałatki bez glutenowych i mlecznych dodatków, Ciasto migdałowo - kukurydziane.
Dokładki zupy gulaszowej mile widziane.
Mrzysty odjechał z synkiem do Puław na rajd samochodowy. Ale i bez jego auta park maszynowy wygląda bardzo bardzo...
Nasze grono opuścił jeszcze za dnia Bruus - obowiązki wzywały.
Niepostrzeżenie towarzystwo przeniosło się do motorków... w związku z tym że dotarło do nas kilka nowych osób na forum zaczęły się zwyczajowe rozmowy o aspektach technicznych obsługi Rometa, o urokach jazdy, porady, pytania... Bruus jeszcze na początku spotkania ustawił gaźnik Dareckiego, regulowali też i inne maszyny. Romety w końcu tego potrzebują.
Krzysiek zadbał żebym i ja się znalazła na jakimś zdjęciu .
No oczywiście nowicjusze muszą dokładnie zapoznać się z Igorowym zaprzęgiem.
Oczywiście zdania bywają różne.
Nasz namiot w pełnej krasie.
A ja mam tak, a ja bym zrobił tak... a może to a może tamto...
Tym razem się lepiej oznakowaliśmy - Frida czeka z nadzieją że może jeszcze ktoś dojedzie
Cóż, okazuje się że Maxi najciekawszy jest od spodu
A tempomat... a sakwy na bak...
Obowiązkowe przymiarki do innych maszyn.
Nawet psy wciągnęły się w ten około motorowe dysputy.
Niestety kolejni uczestnicy powoli się wykruszali - koledzy z Ostrowca Świętokrzyskiego zbierali się do drogi.
A psy jak zwykle adorowały Igora - a raczej trzymaną przez niego miskę w nadziei, że coś dobrego się wyżebrze.
Przyszła i kolej na Dodana.
Dwaj panowie z Ostrowca jechali na ADV, uderzyło jak różnie zmieniają biegi. Jeden szybko ciach ciach , drugi wolniej... dając czas na wkręcenie się w obroty. Różnica wyraźnie słyszalna.
Krzyśkowi Maxi się spodobało, takie wielkie...
Jakoś tak niepostrzeżenie nadeszła noc..., a namiot zamienił się w piękny lampion.
Pojechał też Romm, Radikult, Robert. Zostali tylko Krzysiek, Igor, Formalina i Dzony. Siedzieliśmy, sączyliśmy nalewki...
I nadszedł czas na spanie. Dzony i Łukasz zawczasu rozbili namiot. Igor w zwyczaju mam spać gdzie - bądź a Krzyśkowi namiotu nie chciało się rozkładać. Skrążył się na huśtawce i oświadczył, że tu będzie spał. Igor zajął leciwą polówkę. Przytargaliśmy materac na wypadek gdyby jednak Krzysiek uznał, że jest za długi, jak na huśtawkę...
Krzysiek wyspał się na huśtawce. Materac zajęły psy po tym jak wszystkie trzy postanowiły że będą spać z Igorem na polówce- materiał z czasów Gierka nie miał szans wytrzymać. W międzyczasie dbały o dobry sen Krzycha i bujały go kręcąc się wte i nazad.
Rano po śniadaniu pojawili się Verdgar i Umek, wpadli po baner i nie tylko.
Skoro to spotkanie głównie rometowe Sylwia odkurzyła K125
Verdgar i Umek mieli okazję zamienić słowo z dawno niewidzianym Igorem.
Zdali relację ze swoje Bałkańskiej wyprawy - na kawę nie dali się namówić.
Łukasz zorientował się że skończył mu się przegląd motocykla. Mimo chęci szczerych żadna ze znanych nam i Verdgarowi stacji diagnostycznych nie była czynna w niedzielę. Formalina z duszą na ramieniu wracał do domu. Igor wie jak bardzo miał tę dusze na ramieniu, bo mało nie zszedł na zawał na widok patrolu zaciągającego w drodze powrotnej Igora na bok.
Dzony się pakuje.
Świeżo upieczony Dziadek w pełnej krasie- jeszcze raz gratulujemy Dzony!!!
Igor robi jeszcze przegląd przed drogą.
No i nadszedł czas na koniec imprezy.
Poszliśmy z Yogim do bramy pożegnać gości.
Sylwia
Verdgar
Krzysiek
Dzony
Dzięki do zobaczenia u nas wiosną- no chyba że jakieś zimowe spotkanie zmontujemy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz