| foto Siara |
Długo szykowaliśmy się do tego wyjazdu. Początkowo miałam nie jechać bo w tym samym terminie była II Ogólnopolska Konferencja Genealogiczna w Brzegu. I tu fajnie i tu ciekawie... i miotałam się z decyzją. W końcu uznałam że tęsknota za Bieszczadami wygrywa..., bo w maju byłam w Karpaczu na szkoleniu, to mam Dolny Śląsk zaliczony a towarzysko z genealogami spotkam się jakoś przy innej okazji. Rzutem na taśmę mąż dopisał mnie do listy uczestników zlotu.
Babcia zaklepana jako opiekunka. Dzieciaki zdrowe , zlot coraz bliżej a po drodze zlot w Lidzbarku i ... i mąż załatwił sobie kolanko. Trudno, pojedziemy autem.
Zlot już za tydzień ale... w poniedziałek wzywają mnie z przedszkola- młodszy ma 39 stopni gorączki... ghrrrrr. Sytuacja opanowana. Gorączko jednodniowa ale profilaktycznie młody zostaje w domu. Środa- kot zrobił sobie kuku i ma na plecach krwawą dziurę średnicy prawie 10 cm po pękniętym ropniu- weterynarz, antybiotyk- spoko Babcia i kota ogarnie...
Wstępnie planowaliśmy wyjechać w czwartek rano i zrobić sobie objazd krajoznawczy skoro i tak autem to możemy.. ale jakoś tak mężowski urlop się przesuwał i w końcu z wcześniejszego wyjazdu nici.
Auto spakowane. Ruszamy w piątek rano. Dojechaliśmy prawie do Warki kiedy zadzwonił szef jdareckiego zdziwiony wielce, że nie ma go w pracy i że ma się zjawić i zorganizować ludzi pokazując im robotę do zrobienia (dziury do łatania w ramach remontów cząstkowych). Wściekły mąż zmienił trasę na kierunek przeciwny do planowanego. Chciał mnie zostawić w domu po drodze i psioczył "już sobie na zlot pojechaliśmy" . Coś mnie tknęło znając jego szefa - czy aby on pamięta że dał urlop. Cóż oczywiście szef zapomniał że wczorajszego dnia podpisywał sam osobiście wniosek urlopowy na urlop zarezerwowany od czerwca... ale wrócić się musieliśmy... I tak ostatecznie spod Janek koło Raszyna ruszyliśmy o 10:00.
Zamiast jechać krajobrazowo opłotkami piłowaliśmy prosto Grójec-Radom- Iłża (tu na widok pięknego zamku jdarecki stwierdził że zabytki już mamy zaliczone to możemy wracać)- Opatów- Rzeszów.
Zwiedzanie z auta. Opatów Pstrykałam- na szczęście mam dobry stabilizator obrazu w aparacie.
I tu po małym korku w mieście jdarecki wjechał w sobie tylko znane boczne dróżki - był już u siebie (przez prawie trzy lata był na kontrakcie w Jarosławiu i poznał dość dokładnie teren Bieszczad, Roztocza i Podkarpacia). Dalej Dynów i koło 17:00 dotarliśmy do Tyrawy Solnej. Po drodze przejechaliśmy przez drogę z betonowych płyt. Autem było ciężko a co dopiero motorkiem- koledzy donieśli że nawigacja ich też tędy na skróty przewiozła.
Przywitał nas Verdgar. Wskazał domek. Rozlokowaliśmy się. Przywitaliśmy z nieznanymi nam Bamowcami i poszliśmy poszukać już znanych (Krzyśka , Ryśka , Stacha, Roberta i Tomka).
Na miejscu był tez już Gryf na swoim K125
Już zBAMowany :-)
Dojeżdżają Siara z Wiewiórą
Przyczyna naszego przyjazdu autem - jak widać na obrazku. Jeszcze zakres ruchów narzucony odgórnie 0-30 stopni - no ciut za mało żeby operować biegami w motorze.
Widoki na teren ośrodka i wokół
Poszliśmy poszukać już znanych (Krzyśka , Ryśka , Stacha, Roberta i Tomka).
Panowie gościli się w najlepsze w swoich apartamentach.
Ruszyliśmy poznawać kolejnych uczestników zlotu. Po drodze oczywiście podziwianie i przymiarki.
Na tarasie sąsiedniego domku atmosfera się zagęszczała. Chwilami zastanawiałam się ile osób wytrzyma.
I co to byłby za zlot bez oglądania...
a tarasowa imprezka się rozkręca.
Verdgar rozdaje naklejki (ale przed zbiera kasę za pobyt... obowiązki organizatora )
Dorota częstuje nalewkami
| foto. Siara |
Trzeba zameldować się żonie że się córkę w całości doeskortowało .
Dojeżdżają kolejni - R63 i Tomwoo
A Verdgar nieustannie "funkcyjny" z każdym nowym przybyszem trzeba dopełnić obowiązków formalnych.
A w domku na górce impreza ze śliwowicą łącką w tle.
I w końcu zbieramy się na kolację
Jest i właściciel ośrodka z futrzastym rudym towarzyszem.
I wjechał na stół żur- nawet mój mąż, który zazwyczaj za żurem nie przepada zjadł dolewkę nieświadomy, że po żurku przyniosą wielki talerz pierogów... było pysznie.
Po kolacji impreza przeniosła się do podwójnego domku, w którym
zakwaterowani byli panowie "solo". Krzysiek wyposażony tym razem w wielki przenośny głośnik zadbał o oprawę muzyczną. Domki wyposażone w piłkarzyki (i nie tylko), które szybko stały się centralnym miejscem. Impreza trwała długo. Niestety długa podróż i kontuzja jdareckiego nie dały nam towarzyszyć za długo. Z perspektywy naszego domku widzieliśmy zabawę dziewczyn na karuzeli. No dobra - głównie słyszeliśmy :-)
Ranek powitał nas po Bieszczadzku- deszcz i mgła. Zanim rozpadało się na dobre przeszliśmy się po terenie ośrodka.
| foto Siara |
| foto Siara |
| foto Siara |
| foto Siara |
Powoli towarzystwo budziło się. Miny były nieciekawe bo wyglądało że pogoda pokrzyżuje plany objazdówki. Właściciel ośrodka pojechał się zorientować czy nie da się zorganizować jakieś autokaru żeby awaryjnie móc coś obejrzeć.
O dziewiątej śniadanie. Smacznie... w jakże miłym towarzystwie.
| foto Siara |
Oczywiście rudzielec tez musiał nam towarzyszyć.
![]() | |
| fot. Sylwia (Umek) |
Po śniadaniu atmosfera wyczekiwania- czy przestanie padać??
W związku z tym, że pogoda nam nie
wadziła w związku z tym, że byliśmy autem chcieliśmy się wybrać na
przejażdżkę "winklami" i nie tylko nie czekając na poprawę pogody.
Rysiek i Tomek też chętnie się z nami zabrali zwłaszcza że Tomka jakieś
choróbsko rozkładało.
Po śniadaniu ruszyliśmy. Najpierw Lesko. Na prośbę Rysia zajrzeliśmy do Synagogi z nadzieją na zakupy pamiątek na zamówienie Hani, w znajdującej się tam galerii. Niestety galeria była nieczynna (akurat w ten weekend).
Obok synagogi jest kirkut. Pan "klucznik" nie wziął opłaty od Darka ze względu na jego kontuzję. Od kaleki nie chciał pieniędzy :-)
Wandale zawsze się znajdą ale poza jakimiś drobiazgami cmentarz jest w dobrym stanie. Nagrobki obrastają mchem zapomnienia i powoli pochylają się do ziemi jednak jest to naturalny proces zapominania. Przyspieszony niestety faktem że nie ma wśród żywych potomków pochowanych tu ludzi... jest tu jednak ciągle pamięć ludzka.
W dwóch miejscach na "plechach" starych macew są zamontowane nowe tablice.
| foto Tomwoo |
| foto Tomwoo |
| foto Tomwoo |
Ryneczek z fontanną w Lesku
Z Leska pojechaliśmy do Krościenka zatrzymując się w lokalnym browarze gdzie oprócz piwa były wyroby ceramiczne - Ryś zakupił ceramiczny odcisk wilczej łapy a ja bieszczadzkiego aniołka .
Granica w Krościenku.
A w tym czasie reszta ruszała na "winkle"
![]() |
| foto Verdgar |
Niedaleko od granicy rosły gigantyczne barszcze Sosnkowskiego. Były już zasuszone i przekwitłe więc nie parzyły. Do kwitnącego nie wolno podchodzić bo jest to niebezpieczne.
O tam kiedyś było nasze .
Gdzie ? No tamoj !!!
Pojechaliśmy dalej do Ustrzyk Dolnych z zamiarem jazdy do Ustrzyk Górnych , Wetliny.
W Czarne Górnej przypomniałam sobie o Bieszczadzkiej Przystani Motocyklowej. Nikt z nas nie wiedział gdzie to miało być. Na szczęście zasięg był dobry i udało mi się w telefonie znaleźć ich stronę i adres. Po wpisaniu w nawigację Hołowczyc stwierdził "1200 m do celu". Na miejscu okazało się że są tu NASI.
Miejscowa kapliczka robi furorę.
Popas przy kawce/herbatce w lokalnym kubasie... jest czas na rozmowy. Wesoło dość nam wszystkim.
![]() | |
| foto Verdgar |
Wygodna trzymana w konwencji ławeczka dla tych którzy zbyt długo kuśtykać nie mogą
Banici tu byli .
Zbieramy się... Banici na motorach jadą w dół do Ustrzyk Dolnych a potem na Solinę a my w Górę do Ustrzyk Górnych i dalej pokazywać Tomkowu Bieszczady- poza nim wszyscy już tu byliśmy i cieszy nas pokazywanie tego urokliwego kawałka Polski komuś kto dopiero je odkrywa.
![]() | |
| fot. Verdgar |
a potem wybrali się na punkt widokowy
![]() |
| fot. Verdgar |
![]() |
| fot. Verdgar |
My podziwiamy widoki.
Z uwagi na Rysia musieliśmy :-)
I po raz kolejny minęła nas duża grupa motocyklistów. Tomwoo stwierdził że przez całe życie chyba tylu motocykli nie widział co tu w Bieszczadach.
Dobry stabilizator obrazu i pstrykam zdjęcia widoków z samochodu...
Za Wetliną zatrzymaliśmy się na pstrąga prosto ze stawu. Buda niewyględna ale sprawdzona przez Darka i mnie kilka lat temu.
| foto Tomwoo |
| foto Tomwoo |
Chwilę trzeba było poczekać ale podano nam herbatę i szczerzące zęby pstrągi .
Stąd ruszyliśmy w kierunku na Polańczyk skręcając za Rozsypańcem. Lekko się nam zabłądziło na jednym rozwidleniu ale dzięki temu kilka pięknych widoków więcej mam w aparacie.
W końcu dotarliśmy do Soliny. Fuksem zaparkowaliśmy przy samym deptaku- przywileje dla kuśtykającego Darka.
Na Tamie spotkaliśmy Naszych - podgrupkę która z całą ekipą nie wybrała się na"winkle".
| foto R63 |
Na murach tamy jest specyficzny mural- nie malowany a "wymyty" karcherem.
Suszę widać na Zalewie. Poziom lustra wody jest kilka metrów niżej niż trzy lata temu. Po drodze widzieliśmy zatoczki w których zamiast wody było tylko bieszczadzkie błocko.
Na tamie prezentowano tego dnia Porsche. Nawet ładne, ale i tak nasze motorki są ładniejsze.
Na deptaku co i rusz mijaliśmy ludzi w strojach motocyklowych.
A w Lesku w czasie powrotu wyprzedził nas cudnie zrobiony maluch na żółtych tablicach...
Dzięki trosce Wojtka (3pstrzy) mimo spóźnienia obiad na nas czekał... nie daliśmy mu rady . Po pysznej pomidorowej schabowe giganty nas pokonały.
Wieczorem było ognisko. Nad Sanem w przygotowanym miejscu ze stołami, światłem itp. Przyszliśmy trochę później z uwagi na to że najpóźniej po jedynych 220 km zjechaliśmy do ośrodka.
Verdgar rozdawał dyplomy i gadżety nowym w gronie Banitów. Nagłośnienie organizował Krzysztof
| foto Siara |
Nie ukrywam idiotycznie się czułam idąc za głosem (głośnik miał Krzysztof) oślepiona światłami bo weszliśmy z zupełnej ciemności a głos mówił że nie tu :) ale jakoś się udało trafić. Ognisko na szczęście dokumentował Siara.
| foto Siara |
| foto Siara |
| foto Siara |
Jony zadbał o tradycyjny chleb "zlotowy' ze smalcem.
| foto Siara |
Uhonorowany dyplomem za najdłuższą trasę przejechaną na zlot na motocyklu o najmniejszej pojemności został Gryf- zdecydowanie Adrian zasługiwał na wyróżnienie.
Leon jako mistrz zmiany tez został zauważony.
Niezwykle miło było oficjalnie dołączyć do grona Banitów.
| foto Siara |
| foto Siara |
| foto Siara |
Po udanym wieczorze nadszedł pogodny poranek niedzielny.
| foto Siara |
Kilka osób już bladym świtem odjechało. Reszta w dobrych nastrojach zeszła się na śniadanie. Kawki, herbatki.. rozmowy.
| foto Siara |
| foto Siara |
I zaczęło się ogólne pakowanie, zbieranie, sprawdzanie... W związku z tym, że okazało się że Verdgar z Umkiem mieszkają od nas rzut beretem i to vis a vis naszych znajomych a i że my na czerech kółkach z wolną przestrzenią załadunkową a Verdgar i Umek pędza dalej na Bałkany- dostąpiliśmy zaszczytu przewiezienia i przechowania Bamowego banera.
Ogólne pożegnania , uściski... ucałowania
Na nas też przyszła pora
Tym razem droga nas jakoś nie przerażała, pożegnała nas widokami
Reklama z pozdrowieniami dla Rysia (R63)
Wracając zwiedziliśmy sobie Sandomierz i Opatów
Opatów
Do zobaczenia wiosną!!!






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz