środa, 24 sierpnia 2016

Kampania ADV - Biskupice 7-8 maja 2016

Nadeszła wiosna. Maj rozgościł się kwieciem i nadszedł czas na pierwsze tegoroczne spotkanie w doborowym towarzystwie Rometów.

DarekRajder i  (Krzysiek) zmstr zorganizowali zlot dla miłośników ADV w małej wsi Biskupice niedaleko Ostrowca Świętokrzyskiego.

 


Przejrzane motorki zapakowaliśmy skrzętnie na wszystkie okazje i tak wyekwipowani ruszyliśmy. W Warce Darek zjechał na stację a ja szarpiąc się z gasnącym ( nieodpalającym raczej) K jakoś go przegapiłam i kiedy w końcu się dodzwoniłam  okazało się że Darek jest już daleko z przodu więc goniłam a Darek miał jechać powoli.  Przez Grabów nad Pilicą, przez Głowaczów, Brzózę... Ursynów, aż do Pionek gdzie spokojnie na leśnym parkingu Darek zrobił sobie postój... tam też odkryłam, że i owszem mam aparat i zapasowe baterie ale  karta pamięci została w laptopie... został mi telefon.


Z Pionek ruszyliśmy na Czarną, Sienno , Kazanów i Ostrowiec Świętokrzyski. Droga widokowa, ładna i spokojna bez nielubianych przeze mnie tirów. W Ostrówcu nawigacja, którą wziął na wyjazd Darek, stwierdziła że się zawiesi na amen i została w postaci miazgi elektronicznej na krawężniku.  Znów jako wsparcie został tylko telefon. Ale trasę mieliśmy wstępnie rozeznaną więc szło bez problemów. W jednej z wsi już blisko celu przejechaliśmy skręt. Zatrzymaliśmy się  (Darek jak zwykle na środku) i powoli wstecznym dreptanym wycofywaliśmy kiedy zaczął trąbić jadący traktor. Pewna byłam, że to na Darka, który jak święta krowa stał na środku, ale okazało się że Pan z rozbrajającym uśmiechem pokazywał nam gdzie mamy jechać.  I za ledwie kilkaset metrów pojawiły się postaci w odblaskowych kamizelkach kierujące  do bramy przy szkole w Biskupicach. Na placu było już sporo znajomych twarzy.

foto zmstr

  Razem z nami dotarł Romm.

Formalina był już "rozgoszczony" a Krzysiek (zmstr) witał nas w kamizelce organizatora wręczając wlepki zlotowe.
foto by Kamillo

 Drewniany budynek szkoły w Biskupicach, o powstaniu której opowiedział nam w "prelekcji" DarekRajder".

  Wojtek (3pstrzy) przyjechał z synem Adrianem (po lewej).

  Było sporo maszyn i sporo nowych twarzy.
foto by Grzegorz  Smolarski

foto by Grzegorz Smolarski
Mimo , spotkanie organizowano jako Kompanię ADV to przyjechały i skutery, i chopery i Junaki z wózkiem bocznym i wszystkie inne Romety i nie tylko.
foto by Grzegorz Smolarski

foto by Grzegorz Smolarski





Kiedy już się rozgościliśmy jako tako, zrzuciliśmy bambetle do jednej z sal, które po rozłożeniu materacy gimnastycznych stały się doskonałą sypialnią, zasiedliśmy w rzędach by posłuchać o historii miejsca.


 



 






foto by Kamillo

 DarekRajder opowiadał ciekawie dzieląc się swoją wiedzą lokalnego nauczyciela historii i lokalnego patrioty.  Szkoła okazuje się powstała ze zbiórki tutejszych mieszkańców na początku XX wieku. Od niedawna ogrzewana jest inaczej niż piecami kaflowymi. Niestety z uwagi na małą liczbę uczniów szkole grozi zamknięcie a byłaby to wielka strata dla lokalnej społeczności, bo widać wyraźnie, że jest to duma mieszkańców i centrum kulturotwórcze oraz integrujące społeczność.




foto by zmstr

Po wstępnym ogarnięciu się po obiedzie, ruszyliśmy na objazd okolicy. Darek i Krzysiek przewieźli nas malowniczymi wąwozami lessowymi,

foto by Kamillo
foto by Grzegorz Smolarski
foto by Grzegorz Smolarski


pagórkami przez wsie aż na miejsce gdzie zaplanowali terenowe sprawdziany dla odważnych. Na sam start dotarli wszyscy- nawet skuterki. Ale sama trasa wymagała trochę innego sprzętu. 

foto by Grzegorz Smolarki

Romm przejechał ale przypłacił to skrzywieniem wahacza, ja zrezygnowałam z powodu padniętego akumulatora bo wizja odpalania motorka z kopniaka w błocie nie napawała mnie zachwytem. 

Zmagania "terenowców" obserwowaliśmy z góry a korzystając z  uprzejmości Romma, który uruchomił kuchenkę,  raczyliśmy się kawką/herbatką. 




foto by Grzegorz Smolarski




foto by Kamillo

foto by Kamillo

foto by Grzegorz Smolarski
W terenie największe oczekiwania  były co do osiągów nowych ADV 250. Wyglądało na to, że sprostały zadaniu.

foto by Grzegorz Smolarski
Darek Rajder ciągle na służbie- tłumaczy właśnie jak przejechać trasę kolejnemu zawodnikowi.


foto by Grzegorz Smolarski

foto by Grzegorz Smolarski
Na metę "czasówki" wjeżdża Kamillo na ADV 250
foto by Grzegorz Smolarski
Zaciętość na twarzach i pełen gaz.... DarekRajder wjeżdża na metę.




Trasę  terenową bez większych problemów pokonał Adrian na Zeci. Niestety  Wojtek (3pstrzy) miał małą przygodę. Wywrócił się, stracił orientację i pojechał nie w tę stronę. Trochę trwało zanim udało się go zlokalizować. Było poobijany ale bardziej martwił się  uszkodzeniem motoru (stopka, dźwignia hamulca). Następnego dnia miał być salon Rometa więc poprosiliśmy o przywiezienie serwisu - ja zamówiłam akumulator bo mój padł definitywnie.

Po wyczynach terenowych pojechaliśmy na dalszą objazdówkę, m.in, do Kałkowa. Darek podzielił nas w wąwozie na mniej i bardziej terenową grupę. "Gładkie oponki" pojechały asfaltami ADVki pognały polami.
foto by Grzegorz Smolarski
foto by Grzegorz Smolarski
foto by Grzegorz Smolarski

W Kałkowie

foto by Grzegorz Smolarski
foto by Grzegorz Smolarski
foto by Grzegorz Smolarski
foto by Grzegorz Smolarski
foto by Grzegorz Smolarski
 

Na zwiedzanie "Golgoty" jakoś nie mieliśmy ochoty. Ale większość poszła na sztuczne ruiny napawać się widokami. Ja padnięta po ciągłym kopaniu K żeby odpaliło miałam dość dreptania. W Kałkowie dogoniła nas burzowa chmura i postraszyła tak, że dłuższy objazd odpuściliśmy i pognaliśmy do Biskupic.Oczywiście trzeba było po tych wyczynach zajechać na stacje pali.


 foto by zmstr
foto by Kamillo
foto by Grzegorz Smolarski

foto by Grzegorz Smolarski


Tam na nas czekał lokalny młodzieżowy zespół (Huckleberry Finn) grający klasyczne rockowe kawałki. Na grillu skwierczała kiełbaska... i wreszcie można było pogadać. Dyskusje w miłym towarzystw trwały długo w nocy. Niestety Wojtkowa kontuzja dawała o sobie znać coraz bardziej. Twardziel nie dał się namówić na leki przeciwbólowe które po doświadczeniach z Lidzbarka miałam w apteczce. Jedyne na co namówić się dał to zimny okład (z mrożonej karmy dla psów). 

Środkowa sala  zagospodarowana była jako jadalnia, dwie pozostałe jako sypialnie. O ile  z pierwszej poza równymi oddechami śpiących nie wydobywał się żaden dźwięk to za to z drugiej  ... tej w której między innymi spaliśmy my... koncert na wiele chrapnięć roznosił się głuchym dudnieniem.

Rano śniadanie i chętni pojechali do kościoła.
foto by Kamillo


 A "potrzebujący" zjechali do serwisu  na boisku.Wojtek naprawił swoją Zecię, ja zaopatrzyłam się w nowy akumulator a mężowi sprezentowałam  sakwy do "eRki".









 Sakwy od razu z montażem.

Pojawili się tez mieszkańcy i miłośnicy jednośladów z najbliższej okolicy. Niestety zaczęło mżyć a w końcu padać i wypłoszyło mniej odpornych.




Dzięki Kamilowi doszło do skutku zaplanowane pokazanie ADV 250 ponieważ dystrybutor nawalił. DarekRajder miał jednak okazję popróbować na mokrej trawie jak się na niej fruwa.

Z każdą chwilą deszcz się wzmagał więc podjęliśmy decyzję żeby jednak zrezygnować z trasy na Św. Krzyż i pojechać do domu. Część uczestników też tak zrobiła. Zjechaliśmy do Biskupic spakować rzeczy, pożegnać się i w trasę.

W Ostrowcu na stacji  spotkaliśmy się z Rommem i Tedde. Romm odbijał na Radom i przekazał nam Tadka, żebyśmy poprowadzili go w kierunku Warszawy.  Tadek w pierwszą stronę przemarzł okrutnie bo wybrał się na swój pierwszy daleki wypad bez ciuchów motocyklowych. Za namową Romma użył reklamowej torby Rometa i katalogów jako izolacji przeciwwiatrowej w kurtce a ja użyczyłam mu kominiarki która na wszelki wypadek miałam przy sobie. 
W drodze powrotnej towarzyszyła nam wielka chmura która raz oddalała sie raz zbliżała żeby w końcu zlać nas w Pionkach. W Brzózie wylewałam wodę z butów ale do Warki już prawie wyschliśmy w słońcu. W Potyczy wskazaliśmy Tadkowi dalszą trasę a sami skręciliśmy w znane nam polne drogi i dojechaliśmy do domu. 

 Mile wspominamy ten wyjazd a filmowe relacje Kamila i innych są do obejrzenia- linki niżej.






P.S.  Poobijanie Wojtka (3pstrzy) okazało się złamanym obojczykiem. Wrócił  mimo to do domu z Adrianem na tylnym siedzeniu i to bez grama środków przeciwbólowych, ratował się jedynie zimnymi okładami z mrożonek.



































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz