poniedziałek, 24 lipca 2017

Ognisko - sezon drugi - 27-29 maja 2017 roku



Po Biskupicach przyszedł czas na  rozpoczęcie sezonu ogniskowego... Uznaliśmy że termin  27-29 maja będzie optymalny i poszło ogłoszenie.

W piątek ogniskowy wracam koło południa do domu z zaopatrzeniem i widzę "obce"nogi pomagające Darkowi w rozstawianiu namiotu... właścicielami nóg (tylko tyle widziałam zza drzew) okazał się Romm. Chłopcy złożyli prawie cały stelaż i stali z jedną rurką która do miejsca, które im zostało nie pasowała, stali zastanawiali się, głowili a ja tylko spytałam czy zerknęli w instrukcje... "nie bo nie ma". Nie ma może oddzielnej karteczki ale wiedząc z doświadczenia że stelaż to enigma narysowałam schemat na opakowaniu-. Oczywiście cały stelaż był nie tak złożony i cała praca od nowa...
Kiedy namiot stanął zniknęłam w kuchni przygotowywać to i owo.

W piątek po południu zjechał poznany w Biskupicach Coyotus z synem Tomkiem i głuchoniemym bratem Pawłem. Już w Biskupicach wywarli dobre wrażenie ale przy spotkaniu kameralnym zyskali jeszcze więcej.
Jedyny problem to komunikacja z Pawłem ale Artur doskonale spełnia się w roli tłumacza, a że robi to całe życie dzieje się to automatycznie. Chłopcy przyjechali skuterkami, Coyotus objuczony paczkami, rulonami itp, a Paweł luzak bo przyjechał z przyczepką zrobioną z samochodowego bagażnika dachowego. Rewelacja.

Wieczorem  Romm uciekł do domu (nie ma to jak własne łóżeczko) w drodze powrotnej dopadła go burza... zlała do suchej nitki. Tak że w sobotę dotarł dość późno jak na Romka bo się suszył.


  Skutery Coyotusa  i jego brata.  Pawłowa przyczepka świetnie sie prezentuje.







Podziwianie przyczepki, jej rozwiązań technicznych





  Wieczór upłynął na nocnych pogaduchach. Coyotus nie wyspał się zbytnio bo od trzeciej nad ranem ptaki zaczęły koncert... a o tej porze roku to raczej ptasi hałas a nie harmonijne trele. 

Ale śniadanko już w dobrym nastroju.








Powoli  zaczęły pojawiać sie kolejne osoby . Bruus, Tomek, Robert




Przyjechali Kamil z dziewczyną.




   Za domem rozrasta sie powoli pole namiotowe.














Zwyczajowe oglądanie motocykli. Zawsze się znajdzie nowy uczestnik albo nowy pojazd .

 
Zawsze coś można poprawić 






Romm nawet próbował "przysposobić" do swojego zestawu przyczepkę... Wysłane Igorowi zdjęcie zrobiło lekkie zamieszanie.

Foto by Romm




Coyotus dba żeby Paweł był na bieżąco i płynni przechodzi na język migowy







 Darek szybko  przysposobił sobie znak "piwo"









Nasi chłopcy obserwują sytuacje i zajmują się  synem Coyotusa- Tomkiem


 Dojechali tez Tedde (Tadeusz) i Quasi (Sławek)




 Dojechali Dodanowie, zadbałam o to żeby mieli i dla siebie pyszności bez glutenu i laktozy.






Niestety Dodanowie nie mogli gościć zbyt długo... pożegnani z żalem odjechali.






















Tomek i Tedde też nie posiedział długo....mieszkanie blisko ma wady.



Zabawa trwała długo. Bawiliśmy się świetnie... nie było czasu pstrykać  fotek bo trwały poważne rozmowy do rana . 

Rano przyjechał Krzysiek (Zmstr) z Kinga i Natalką.





i chwila moment i wszyscy się rozjechali i znów zapadła cisza.... jakaś taka pustka. 
Byleby do kolejnego spotkania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz