Zebraliśmy się u nas. Romm, Tedde, Tomek. Panowie cierpliwie czekali aż skończę upychanie wszystkiego na naszych motorach. Szło mi to opornie bo byłam chora i ledwo oddychałam. Z uwagi na kompletny brak cywilizacji trzeba było sie uzbroić w wałówkę, kuchenkę, namioty itp. Sprezentowaliśmy nasz trzyosobowy namiocik Rommowi więc targaliśmy swoja "wille z ogródkiem" za to Romm zapakował do siebie trójnóg i nasz kocioł i grill.
Organizatorzy tez byli załadowani
Zapakowani ruszyliśmy w końcu. Droga szła dobrze chociaż im bliżej zmierzchu tym chłodniej. Darek na znanych nam górkach zaczął się bujać szybko - śmiałam sie że wpadł w trans i zatrzyma się dopiero w Bieszczadach. W Lipsku czekał na nas Krzysiek (zmstr) z ekipą. Po zaopatrzeniu się w lokalnym sklepie ruszyliśmy na miejsce obozowiska. Było już ciemno. Zjechaliśmy z głównej drogi i tak powoli zaczęliśmy zjeżdżać ze skarpy wiślanej w kierunku starorzecza. Skończył się asfalt, skończył sie szuter i .. bród. Trzeba było przejechać po ciemku przez wodę. Krzysiek nakierowywał którędy ale zapomniał dodać ze na końcu bardziej do środka i jadący jako pierwszy Darek wpadł w dziurę, z pewnym problemem dałam rade przejechać i podjechać pod górkę gliniastą. Wywróciłam sie dopiero zsiadając z mojego dzielnego K bo zapomniałam że mam bagaże za sobą. Romm widział moją wywrotkę, która skwitował ze odruchowo zwinęłam się w kulkę żeby nic mnie nie uderzyło.
W końcu przez trawy i chaszcze dotarliśmy do obozu gdzie rozstawiliśmy namioty. Gadaliśmy przy ogniu do późna. Rano wstałam i poczłapałam za potrzebą. Wracając zza krzaczorów usłyszałam syczenie gazu. Pomyślałam że ktoś odpala kuchenkę gazową pod namiotem kiedy nagle zza horyzontu wyleciał olbrzymi kolorowy balon... nie powstrzymałam sie zaczęłam wołać "balon, balon!!" po chwili zorientowałam się że to 6 rano i chyba nie ma amatorów podziwiania balonów poza mną.
Romm na moje balonowe wołania wychynął z namiotu
I po chwili inni też... więc kawusia, herbatka.
Darek wziął się za rozstawianie sprzętu ogniskowego.
Wojtek (3pstrzy) jak zwykle pod pałatką
Księdzu ze swoim prywatnym stolikiem
Stanowisko kuchenne na skarpie zaopatrzone przez Krzyską i Kingę w świeżutkie pomidorki prosto z ogródka.
DarekRajder zaproponował jak prawdziwy KO-wiec gry zespołowe
Romm w nastroju lekko melancholijnym
Skoro w siatkę nie było chętnych to może przeciąganie liny.
Panowie byli zawzięci... Krzysiek całym sobą pracował dla drużyny
Wysiłek był wielki
W końcu Panowie wybrali się na jazdy terenowe. Romm kilkukrotnie upewniał sie czy trasa jest dla niego (dla jego zbokowozu). Krzysiek i Darek zapewniali że tak... jednak Romm dość szybko powrócił do obozu po spotkaniu z sosenką... po oględzinach okazało się że ucierpiał stabilizator skrętu.
A my jako zaplecze kuchenne zostaliśmy w obozie kuchcąc zupkę w wersji terenowej. Podtrzymywaliśmy ogień żeby było jak sie okazuje gdzie suszyć buty po jazdach po wodzie.
Na "porcicę" zachorowali też z nami Tedde i Tomek.
![]() |
| foto by DarekRajder |
![]() |
| foto by DarekRajder |
![]() |
| foto by DarekRajder |
![]() |
| foto by zmstr |
Suszenie butów trwało długo do późna. Mnich nawet lekko przetopił podeszwy
![]() |
| foto by zmstr |
Ranne ptaszki w towarzystwie Kingi nazbierały trochę prawusów
Co to by było za spotkanie gdyby co rusz ktoś na jakimś motorze oka nie zawiesił.
Miron ze swoim "kopciuchem" inni korzystali jakoś dziwnie z naszej kuchenki :-)
A my w związku z powyższym z Rommowej . Fasoleczka chyba podgrzana
Kociołek ma chwilę wytchnienia.
Spacerek nad Wisłę z rysem historycznym Darka Rajdera
My spacerujemy a Księdzu chrapie...
I przyszedł czas na tor z hopkami i piaszczystymi łukami- na czas. Adrenalina aż kipi. Panowie gnają. A nie biorący w zawodach udziału ganiają z aparatami...
Start.
Wojtek (3pstrzy) czeka na swoją kolej
Greenman skupia się przed biegiem
Cichy
Miron
Publiczność
Startowy
![]() |
| foto by DarekRajder |
Wynikowy
Tedde -paparatzzi
Darek Rajder na "Suzi"
Wojtek
Piotrektt
Krzysiek (zmstr)
![]() |
| foto by zmstr |
Miron
Wyniki
Wspólne zdjęcie
![]() |
| foto by DarekRajder |
Przeglądanie zdjęć i filmików- czy aby sie nagrało
A w tak zwanym międzyczasie w kotle powoli bulgotał rosołek z kury wiejskiej co jeszcze wczoraj chodziła po podwórku. Ale Krzysiek dostrzegł w prognozach burzę, chmurę nadciągająca i zaczął nas zganiać do zbierania obozu. Dziś wiemy że po po prostu Krzysiek nie darzy sympatią piorunów i grzmotów . W lekkim popłochu zwinęliśmy obóz. Kinga z poświęceniem przewiozła kocioł z rosołem do domu gdzie przelany do gara nie zdążył dojść ale i tak był dobry- tylko mało słony.
Przy akcji rosół okazało się ze bród który sprawił nam tyle trudności przy wjeździe na obóz Kinga bez trudu pokonywała skuterkiem. Trochę nam wstyd sie zrobiło.
U Krzysia na podwórku zostaliśmy przyjęci serdecznie. Ugoszczeni.
Dostęp do cywilizacji wykorzystaliśmy do zgrania zdjęć na jeden komputer.
i spałaszowania gara rosołu
![]() |
| foto by zmstr |
Burza co miała nadejść poszła sobie gdzie indziej więc Krzysiek zabrał nas na zwiedzanie widoków.
Po zdjęciu grupowym z Wisłą w tle zabierając graty z podwórza Krzyśka rozjechaliśmy się do domów. Po drodze znów podziwiałam przydrożne kapliczki złoszcząc się że nie mogę każdej sfotografować.
Szczęśliwie wszyscy dojechali do domu i zabrali się do opracowywania filmików i zdjęć. Mi zajęło to prawie rok, innym ciut mniej.
Filmiki z Manewrów :
film piotrektt
filmik DarekRajder I
filmik DarekRajder II
filmik Cichego
blog zmstr











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz