poniedziałek, 24 lipca 2017

IX zlot ROMETA MRU Lubsza czerwiec 2016


I nadszedł kolejny  zlot Rometa. Tym razem mamy spotkać się w Lubszy pod Świebodzinem. Długa trasa... a tu nam wszystko utrudnia wyjazd. Tego dnia w przedszkolu młodszego syna zakończenie roku zorganizowano  o piętnastej. Musimy być bo przedstawienie, bo od przyszłego roku  młody idzie już do szkoły... ech  nogami przebieramy ale trzeba odbębnić... a tu jak na złość piknik  pełen z dmuchanymi zjeżdżalniami, kiełbachami i łakociami. O siedemnastej  pakujemy chłopaków mimo sprzeciwu do auta (z kiełbachą na widelcu), odstawiamy do domu i od razu w trasę. Niestety autem bo  wizja 10 godzin nocą nam się nie uśmiecha. Darek zły jak osa bo nie tak to planował... (nie da się namówić na zabranie motorów na przyczepkę).  Ledwo ok 30 km odjechaliśmy od domu dzwoni Jacek (3miasto) czy możemy  płyn do chłodnicy  zadobyć i hamulcowy bo miał awarie i  potrzebne będzie. Zjeżdżamy na stacje i kupujemy. Od tej chwili już jako pojazd techniczny jedziemy dalej. Darek już ma lepszy nastrój bo już uczestniczy w zlocie. Na wysokości  Łodzi dzwoni Rysiu R63, że ma awarię żeby go zaciągnąć, przekierowujemy  informacje do Igora, który jest już bliżej Świebodzina i właśnie kończy  drobną naprawę i zholuje Rysia.

Docieramy do ośrodka o 22:20 ku niezadowoleniu pana dozorcy bo brama jest zamykana o 22:00.
Na miejscu  szybko się meldujemy w domku i zaopatrzeni w "koszyczek Czerwonego Kapturka" pełen nalewek (wiśniowa, krzakówka, z hyczki i czosnkowa), udajemy się za głosami światłem.... docieramy do domku, pod który trwa próba reanimowania motoru Rysia. 












Mimo zaangażowania, poświęcenia i wielu głów do myślenia motor nie chce ożyć, niestety  R63 podejmie decyzje o zawezwaniu Haneczki i jutro  odjedzie... bardzo było nam szkoda.







Naleweczki się cieszyły powiedzeniem "damskie" wiśniowa i z kwiatu czarnego bzu na równi z "męska " czosnkowa i  wytrawną  krzakówką.


Biedny Maku nie umie odmawiać. Mimo,  że oddalił sie już do spania uległ namowom Bruusa i utknął w progu w szacie legionisty rzymskiego ...




Igor jak zwykle grzebie przy czyimś moto.


Impreza trwała długo... zostałam obtańcowana przez Bruusa i Krzysia. Buteleczki jakoś  wyschły.... 
i nadszedł poranek dnia drugiego.

Rommowy Junaczek wersja "special edytion" jak zwykle budzi zainteresowanie.


foto ny Rosky

foto by Rosky

foto by Rosky

foto by Rosky

foto by Rosky


Po śniadaniu ruszyliśmy na objazdówkę. My na końcu jako puszka.  Bruus nie był w stanie powozić własnym motorem, raz że czosnkówka jeszcze od niego wionęła, dwa, że  wpadł w jakąś dziurę stopa i coś sobie naciągnął i  cierpiał lekko.


Pojechaliśmy do  jednego z wejść do Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. Z nieba lał sie żar ale w perspektywie było wejście do podziemnych tuneli z cudownym chłodem... ale trzeba było poczekać na nasza kolej i przewodnika.




Krzysiek jak zawsze optymizmem bijący na odległość
















Zlot organizował Dziadek Staszek ale  niestety na samym zlocie nie mógł być . Honory organizatora pełniła CiociaAnia.



Trzeba było nas przeliczyć- trochę to trwało....











  Obowiązkowe fotki na czołgu, obok czołgu, zza czołgu

foto by Rosky

foto by Rosky

foto by Rosky

foto by Rosky

foto by Rosky

foto by Rosky

foto by Rosky



Puszka na zlocie pełni funkcje składziku na kaski i kurtki... nasz Fusion został zasypany mieniem chwilowo zbędnym.  Okazało się też że Darek nie wziął sobie żadnych butów na zmianę i zwiedzać  bunkry musiał w dość schodzonych crocsach, które miał na nogach wsiadając do auta w domu.

























Wrzaskun jakoś tak nostalgicznie nastawiony do świata.









Czekanie sprzyjało rozmowom, i nawadnianiu organizmów...











Czołg tez pojazd, też można pooglądać, podejrzeć rozwiązania... 









Wentyl chyba gdzieś tu sie schował ...




 W końcu ruszyliśmy w stronę bunkrów.... najpierw sala wprowadzająca. Dziadek Jarek bardzo zapragnął zdjęć  tym o to "obywatelem"







Przewodnik - zapaleniec historii MRU- mówił ciekawie i sporo





znów przejście w upale ...
























Profesjonalne przygotowanie kolegi do dokumentowania


foto by Rosky

foto by Rosky

foto by Rosky


foto by Rosky

foto by Rosky





Gryf na zlot dotarł z małżonką




































Szeląg też z lubą.




Adm27 bardzo skupiony




















 Marcin Galicki też skupiony.




Maku już w mniej fantazyjnym stroju.







W końcu schodzimy w chłód podziemi i zwiedzamy kwaterę żołnierzy





by Rosky

foto by Rosky


foto by Rosky

foto by Rosky

foto by Rosky

foto by Rosky


foto by Rosky

foto by Rosky

foto by Rosky

foto by Rosky

foto by Rosky

foto by Rosky





















foto by Rosky

foto by Rosky

foto by Rosky

foto by Rosky

foto by Rosky


foto by Rosky

foto by Rosky

foto by Rosky


foto by Rosky

foto by Rosky

foto by Rosky

foto by Rosky
 Zdjęcie grupowe powstało w absolutnej ciemności. Rosky  kazał zgasić wszystkie latarki i zaczął machać swoją i powstało efektowne zdjęcie grupowe z podziemi...


foto by Rosky




Przeszliśmy kilka kilometrów dołem żeby wyjść na powierzchnię pod drzewami odpoczywaliśmy i czekaliśmy na transport...














Bruus ledwo zipie a ja obok też- dopadły mnie resztki jakiejś infekcji i na skutek różnic temperatur zaczęłam sie lekko dusić.


Zajechała nasz limuzyna-zabiera nas na dwa razy.
















foto by Rosky

foto by Rosky
Nasz kierowca 

foto by Rosky

foto by Rosky

foto by Rosky




 "Dorożkarz"  powoził z ułańska fantazją. O mało nie powypadaliśmy na wertepach.

 Zjechaliśmy na miejsce startu. Tu niepostrzeżenie towarzystwo się rozjechało i zostaliśmy sami czekając na Igora- w aucie mieliśmy jego rzeczy. Nie wiedzieliśmy gdzie dalej jechać więc postanowiliśmy jechać na coś do zjedzenia. najpierw szukaliśmy miejscówki pod figurą Chrystusa w remontowym przyodziewku ale nic nas  nie skusiło a ceny raczej odrzuciły. Wybraliśmy sie do centrum Świebodzina gdzie w bocznej uliczce tuz przy rynku znaleźliśmy miejsce z pysznym jedzeniem w bardzo przyjemnych cenach.













Wróciliśmy do ośrodka gdzie zastaliśmy samotnego Romma. Okazało sie że na rondzie w Świebodzinie  urwał mu się zlotowy peleton i nie wiedział gdzie ich gonić więc zawrócił do ośrodka. Kamillo zreflektował sie że Romm zaginął ale już go nie złapał.



Niebawem wszyscy wrócili bo skrócili objazd z powodu meczu. 










Od lewej : Kamillo, Jacek3 Miasto, krzysiek













  a potem były nocne rozmowy , śpiewy i dyskusje... jak to na zlocie

a rano zaczęło sie pakowanie, zbieranie w sobie bo zanosiło się na deszcz...




oczekiwanie na śniadanie



takie samo jak wczorajsze


W drodze powrotnej zjechaliśmy do Gniezna. 



















Wybraliśmy sie na rynek  coś zjeść.













i w końcu ruszyliśmy już prosto do domu. Lało, o rany jak lało!!! Cieszyliśmy sie że jedziemy puszką i współczuliśmy  wszystkim na motorach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz