I nadszedł kolejny zlot Rometa. Tym razem mamy spotkać się w Lubszy pod Świebodzinem. Długa trasa... a tu nam wszystko utrudnia wyjazd. Tego dnia w przedszkolu młodszego syna zakończenie roku zorganizowano o piętnastej. Musimy być bo przedstawienie, bo od przyszłego roku młody idzie już do szkoły... ech nogami przebieramy ale trzeba odbębnić... a tu jak na złość piknik pełen z dmuchanymi zjeżdżalniami, kiełbachami i łakociami. O siedemnastej pakujemy chłopaków mimo sprzeciwu do auta (z kiełbachą na widelcu), odstawiamy do domu i od razu w trasę. Niestety autem bo wizja 10 godzin nocą nam się nie uśmiecha. Darek zły jak osa bo nie tak to planował... (nie da się namówić na zabranie motorów na przyczepkę). Ledwo ok 30 km odjechaliśmy od domu dzwoni Jacek (3miasto) czy możemy płyn do chłodnicy zadobyć i hamulcowy bo miał awarie i potrzebne będzie. Zjeżdżamy na stacje i kupujemy. Od tej chwili już jako pojazd techniczny jedziemy dalej. Darek już ma lepszy nastrój bo już uczestniczy w zlocie. Na wysokości Łodzi dzwoni Rysiu R63, że ma awarię żeby go zaciągnąć, przekierowujemy informacje do Igora, który jest już bliżej Świebodzina i właśnie kończy drobną naprawę i zholuje Rysia.
Docieramy do ośrodka o 22:20 ku niezadowoleniu pana dozorcy bo brama jest zamykana o 22:00.
Na miejscu szybko się meldujemy w domku i zaopatrzeni w "koszyczek Czerwonego Kapturka" pełen nalewek (wiśniowa, krzakówka, z hyczki i czosnkowa), udajemy się za głosami światłem.... docieramy do domku, pod który trwa próba reanimowania motoru Rysia.
Mimo zaangażowania, poświęcenia i wielu głów do myślenia motor nie chce ożyć, niestety R63 podejmie decyzje o zawezwaniu Haneczki i jutro odjedzie... bardzo było nam szkoda.
Naleweczki się cieszyły powiedzeniem "damskie" wiśniowa i z kwiatu czarnego bzu na równi z "męska " czosnkowa i wytrawną krzakówką.
Biedny Maku nie umie odmawiać. Mimo, że oddalił sie już do spania uległ namowom Bruusa i utknął w progu w szacie legionisty rzymskiego ...
Igor jak zwykle grzebie przy czyimś moto.
Impreza trwała długo... zostałam obtańcowana przez Bruusa i Krzysia. Buteleczki jakoś wyschły....
i nadszedł poranek dnia drugiego.
Rommowy Junaczek wersja "special edytion" jak zwykle budzi zainteresowanie.
 |
| foto ny Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
Po śniadaniu ruszyliśmy na objazdówkę. My na końcu jako puszka. Bruus nie był w stanie powozić własnym motorem, raz że czosnkówka jeszcze od niego wionęła, dwa, że wpadł w jakąś dziurę stopa i coś sobie naciągnął i cierpiał lekko.
Pojechaliśmy do jednego z wejść do Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. Z nieba lał sie żar ale w perspektywie było wejście do podziemnych tuneli z cudownym chłodem... ale trzeba było poczekać na nasza kolej i przewodnika.
Krzysiek jak zawsze optymizmem bijący na odległość
Zlot organizował Dziadek Staszek ale niestety na samym zlocie nie mógł być . Honory organizatora pełniła CiociaAnia.
Trzeba było nas przeliczyć- trochę to trwało....
Obowiązkowe fotki na czołgu, obok czołgu, zza czołgu
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
Puszka na zlocie pełni funkcje składziku na kaski i kurtki... nasz Fusion został zasypany mieniem chwilowo zbędnym. Okazało się też że Darek nie wziął sobie żadnych butów na zmianę i zwiedzać bunkry musiał w dość schodzonych crocsach, które miał na nogach wsiadając do auta w domu.
Wrzaskun jakoś tak nostalgicznie nastawiony do świata.
Czekanie sprzyjało rozmowom, i nawadnianiu organizmów...
Czołg tez pojazd, też można pooglądać, podejrzeć rozwiązania...
Wentyl chyba gdzieś tu sie schował ...
W końcu ruszyliśmy w stronę bunkrów.... najpierw sala wprowadzająca. Dziadek Jarek bardzo zapragnął zdjęć tym o to "obywatelem"
Przewodnik - zapaleniec historii MRU- mówił ciekawie i sporo
znów przejście w upale ...
Profesjonalne przygotowanie kolegi do dokumentowania
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
Gryf na zlot dotarł z małżonką
Szeląg też z lubą.
Adm27 bardzo skupiony
Marcin Galicki też skupiony.
Maku już w mniej fantazyjnym stroju.
W końcu schodzimy w chłód podziemi i zwiedzamy kwaterę żołnierzy
 |
| by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
|
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
Zdjęcie grupowe powstało w absolutnej ciemności. Rosky kazał zgasić wszystkie latarki i zaczął machać swoją i powstało efektowne zdjęcie grupowe z podziemi...
 |
| foto by Rosky |
Przeszliśmy kilka kilometrów dołem żeby wyjść na powierzchnię pod drzewami odpoczywaliśmy i czekaliśmy na transport...
Bruus ledwo zipie a ja obok też- dopadły mnie resztki jakiejś infekcji i na skutek różnic temperatur zaczęłam sie lekko dusić.
Zajechała nasz limuzyna-zabiera nas na dwa razy.
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
Nasz kierowca
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
 |
| foto by Rosky |
"Dorożkarz" powoził z ułańska fantazją. O mało nie powypadaliśmy na wertepach.
Zjechaliśmy na miejsce startu. Tu niepostrzeżenie towarzystwo się rozjechało i zostaliśmy sami czekając na Igora- w aucie mieliśmy jego rzeczy. Nie wiedzieliśmy gdzie dalej jechać więc postanowiliśmy jechać na coś do zjedzenia. najpierw szukaliśmy miejscówki pod figurą Chrystusa w remontowym przyodziewku ale nic nas nie skusiło a ceny raczej odrzuciły. Wybraliśmy sie do centrum Świebodzina gdzie w bocznej uliczce tuz przy rynku znaleźliśmy miejsce z pysznym jedzeniem w bardzo przyjemnych cenach.
Wróciliśmy do ośrodka gdzie zastaliśmy samotnego Romma. Okazało sie że na rondzie w Świebodzinie urwał mu się zlotowy peleton i nie wiedział gdzie ich gonić więc zawrócił do ośrodka. Kamillo zreflektował sie że Romm zaginął ale już go nie złapał.
Niebawem wszyscy wrócili bo skrócili objazd z powodu meczu.
Od lewej : Kamillo, Jacek3 Miasto, krzysiek
a potem były nocne rozmowy , śpiewy i dyskusje... jak to na zlocie
a rano zaczęło sie pakowanie, zbieranie w sobie bo zanosiło się na deszcz...
oczekiwanie na śniadanie
takie samo jak wczorajsze
W drodze powrotnej zjechaliśmy do Gniezna.
Wybraliśmy sie na rynek coś zjeść.
i w końcu ruszyliśmy już prosto do domu. Lało, o rany jak lało!!! Cieszyliśmy sie że jedziemy puszką i współczuliśmy wszystkim na motorach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz